Relacje
poniedziałek, 06 marzec 2017 19:55

Relacja z Zimowego Wejścia na Łysicę z Klubem "Przygoda" (19.02.2017)

Już od piętnastu lat członkowie klubu "Przygoda", a wraz z nimi coraz liczniejsza grupa sympatyków - piechurów, wspina się zimą na najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich , na Łysicę (612m n.p.m.), by czcić w ten sposób zdobycie przez Polaków w dniu 17 lutego 1980r. pierwszego zimowego wejścia na Mount Everest (8.848m n.p.m.). Wyczynu tego dokonali polscy himalaiści, Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki. Pomysłodawcami zimowych wypraw na Łysicę byli redaktor Krzysztof Krogulec oraz były prezes naszego klubu Lech Segiet.

Turyści z „Przygody” swoją przygodę z Mount Everestem rozpoczęli w Brzezinkach. A grupa była dość liczna, bo z autobusu ZTM Kielce linii Nr 12 wysypało się aż 56 śmiałków. Wyzwanie, jakie mieli przed sobą, to zdobycie Łysicy. Tak więc, nisko wiszące dzisiaj szare chmury, błotnista droga, nie zaprzątały ich uwagi. Na czele nieregularnie uformowanej kolumny, - zawsze tak to wygląda, stanął nasz przewodnik Kazimierz Sławiński niosąc flagę Polski. Obok niego, też z akcentami narodowymi, bo w szaliku Polska – Korona oraz z zatkniętą za plecak flagą, podążał Grzegorz Krochmal.01 min
 Idąc z Brzezinek do Ciekot poruszaliśmy się głównie drogą asfaltową. W położonych wyżej Ciekotach zima miała się nadal dobrze. Tu zrobiliśmy sobie pierwszy odpoczynek. - Himalaiści powiedzieliby, że założyliśmy pierwszy obóz.
Odwiedziliśmy Centrum Edukacyjne „Szklany Dom” w Ciekotach, tzn. pocałowaliśmy klamkę, jak zwykle zresztą, bo Centrum Edukacyjne jest otwierane tylko w ważne święta. Pozaglądaliśmy przez okna do wnętrz zrekonstruowanego dworku rodziny Żeromskich, gdzie znajdują się dość liczne pamiątki po Stefanie Żeromskim, mieszkającym tu w latach 1871- 1883r.
A szkoda, bo oba obiekty powstały w 2010r. , m.in. w hołdzie Stefanowi Żeromskiemu, z zamiarem szerzenia szeroko pojętej edukacji, przybliżania historii tamtych lat , propagowania literatury, tradycji regionu, turystyki.
Nie mogąc wejść do żadnego z nich, zasiedliśmy wygodnie pod wiatą, a przewodnik Kazik Sławiński snuł nam opowieść o pierwszych zdobywcach zimowego wejścia na Mount Everest (8848m n.p.m.).


Był listopad 1979r. Andrzej Zawada , himalaista, kierownik wyprawy, dostaje długo oczekiwane zezwolenie od władz Nepalu na zimowe wejście na Mount Everest. W historii himalaizmu, nikt jeszcze tego nie dokonał. Czasu jest niewiele, bo zezwolenie ważne jest od 1 grudnia 1979r. do 15 lutego 1980r, a więc na zimowe wejście zostało dwa i pół miesiąca.
Już w grudniu, samolotem Lotu odleciała pierwsza 5 tonowa partia sprzętu. Super wyczynowe lekkie namioty, odporne na huraganowe wichry, pożyczył klub speleologów morskich. Okazały się one nieocenione przy ataku na szczyt Mount Everestu. Podobnie spisały się buty specjalnie wyprodukowane dla himalaistów przez ówczesne zakłady obuwia sportowego w Krośnie. Pozostały bagaż wraz z grupą 20 polskich himalaistów wylądował w Nepalu 20 grudnia 1979r. A już 4 stycznia 1980r. cała ekipa oraz pięcioosobowy zespół Szerpów, którzy pomagali wnosić sprzęt, byli już u stóp Mount Everestu. W ciągu 11 dni, tj. 5, 9 i 15 stycznia udało się im założyć bazę na wysokości 5350m oraz trzy obozy na wysokościach odpowiednio 6050m, 6500m, 7160m.

Tempo było rewelacyjne, nastroje optymistyczne. Przed nimi kolejny etap, budowa czwartej bazy, najważniejszej, na Przełączy Południowej położonej na wysokości 7906m (przełęcz pomiędzy Mont Everest i Lhotse), skąd dopiero można myśleć o ataku na szczyt najwyższej góry świata. Jednak załamuje się pogoda. Nie tracą wiary, kolejne dwuosobowe zespoły atakują przełęcz, ale bez sukcesu. Huragan jest tak silny, że wyrywa namioty, przewraca ludzi. Rzucony o ścianę lodowca Krzysztof Żurek musi wrócić do kraju. Inni, wyczerpani nadludzkim wysiłkiem, pogarszającymi się warunkami (-420C), z poodmrażanymi palcami, wycofują się do niższych obozów. Pozostali, Leszek Cichy, Krzysztof Wielicki i Walenty Fiut znowu atakują Przełęcz Południową. Z pomocą oraz butlami tlenu wspinają się do nich, Andrzej Zawada oraz Ryszard Szafirski, którym udaje się 13 lutego 1980r. założyć czwarty obóz na przełęczy. Wracają do trzeciej bazy. 15 lutego kończy się zezwolenie, które władze Nepalu przedłużają Polakom do 17 lutego.

Wielicki Cichy116 lutego Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki wspinają się na przełęcz, gdzie nocują. Jest niedziela rano 17 lutego 1980r. , pogoda wydaje się być bardziej łaskawa. Postanawiają znowu zaatakować Mount Everest. Zabierają po jednej butli z tlenem. Do szczytu najwyższej góry Ziemi zostało tylko 850m. Ale jak w takim mrozie i wzmagającej się wichurze pokonać te zaledwie 850m. Cały czas są związani liną, w ekstremalnych warunkach, o godz. 1430 zdobywają Mount Everest. W eter płyną historyczne słowa: ” Jesteśmy na szczycie. Everest zimą zdobyty!”.
Zostawili tam różaniec, swoje wizytówki i krzyżyk.
Kierownik wyprawy, Andrzej Zawada pierwszy telegram z wiadomością o zimowym zdobyciu Mount Everestu wysłał do papieża Jana Pawła II. Naraził się bardzo I sekretarzowi PZPR Edwardowi Gierkowi, który na Okęciu, nawet nie podał mu ręki.
Chwila ciszy i zadumy, jaka nastąpiła po wykładzie naszego przewodnika, była jednocześnie hołdem złożonym w naszych myślach dwóm niesamowicie odważnym i zdeterminowanym Polakom.
Leszek Cichy, zdobywca Korony Ziemi, tj. wszystkich najwyższych szczytów na siedmiu kontynentach.
Krzysztof Wielicki, zdobywca 14 ośmiotysięczników, piaty człowiek na Ziemi, który zdobył Koronę Himalajów.
Polacy, jako pierwsi, zdobyli zimowe wejścia na 10 ośmiotysięczników z 14 , jakie są na Ziemi.


Ruszyliśmy dalej, w kierunku Krajna Zagórze, mijając w oddali, po prawej stronie, naszą piękną Radostową (451m n.p.m.), na której jeszcze tak niedawno był wyciąg orczykowy, a następnie górę Wymyśloną (415). I tak przemierzając kolejne kilometry, niebieskim szlakiem dotarliśmy do Świętej Katarzyny. Miejscowość położona w paśmie Łysogór na wysokości 373m n.p.m., sięgająca swoją historią XIV w. Kościół oraz wybudowany wówczas dom emerytów w 1490r. został przekazany zakonowi bernardynów, którzy w 1817r. cały obiekt wraz z klasztorem odstąpili bernardynkom. Warto zatrzymać się w Świętej Katarzynie także przy kapliczce św. Franciszka z XIX w. , by ugasić pragnienie zmineralizowaną wodą ze źródełka o takiej samej nazwie. Sprawdzić, czy nadal widniej podpis Stefana Żeromskiego złożony 2 sierpnia 1882r. na ścianie w kapliczce Janikowskich, zwanej aktualnie kapliczką Żeromskiego. Można też zwiedzić Muzeum Minerałów i Skamieniałości, mające w swych zasobach bogate zbiory naturalnych kryształów w skałach macierzystych, kolekcję kamieni szlachetnych i ozdobnych, zobaczyć na żywo proces szlifowania krzemienia pasiastego. Tu przechodzi czerwony Główny Szlak Świętokrzyski im. Edmunda Massalskiego z Gołoszyc do Kuźniaków(92km), niebieski szlak im. E. Wołoszyna z Wąchocka do Cedzyny oraz czerwony szlak rowerowy z Cedzyny do Nowej Słupi.

Stąd zaczynamy naszą wspinaczkę czerwonym szlakiem na Łysicę. Puszcza Jodłowa, jak zawsze piękna, dostojna, przez setki lat kryjąca w sobie wiele tajemnic, dzisiaj wita nas w zimowej oszronionej szacie. To rezerwat przyrody, więc można tylko iść wytyczoną trasą. Szpaler wspinających się piechurów coraz bardziej się wydłuża. Czy to zmęczenie, czy urokliwe widoki puszczy i zwisających jodłowych gałęzi, opóźniają tępo marszu? Ale mamy czas. Trzeba cieszyć się pięknem otaczającej nas przyrody. O godzinie 13 tej na Łysicę mają też dotrzeć od strony Świętego Krzyża nasi koledzy z Klubu Górskiego. Wolniej, szybciej, - na rozmowy brakowało już oddechu, dotarliśmy do celu. Najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich został zdobyty! W ruch poszły aparaty fotograficzne, smartfony, telefony, zdjęcia w różnych konfiguracjach towarzyskich, plenerowych, po prostu szał zwycięstwa. 21b min

Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia pod krzyżem stojącym na szczycie Łysicy, który jest repliką krzyża z 1930r. Nie wiadomo skąd, kiedy, jakby czekali w ukryciu, pojawili się przedstawiciele lokalnej prasy. Pan redaktor Krzysztof Krogulec z Echa Dnia przeprowadził z naszym przewodnikiem Kazikiem Sławińskim wywiad, opublikowany w tej gazecie następnego dnia. Nie ma co ukrywać, to też nobilituje Klub, jego działalność, jak i przewodników, którzy swój prywatny czas poświęcają, by pokazywać piękno naszych okolic, piękno Gór Świętokrzyskich, by propagować turystykę pieszą, pokazywać aktywne formy spędzania czasu oraz przeżywania nowych przygód, poznawania nowych ludzi.
Gdy emocje opadły, kierownik zimowego ataku na szczyt Łysicy, Kazik Sławiński ogłosił, rozwiązanie wyprawy.

P.S. Na Klub Górski nie czekaliśmy, bo ponoć byli wcześniej. Tak po cichu nazywamy ich messerschmittami.

Dziękuję wszystkim za mile spędzony czas.
Do zobaczenia na szlakach z KTP PTTK „Przygoda”.


Urszula Łukaszyk


 

 

 Zdjęcia: Anna Ciszewska
  Ewa Gonciarz
  Urszula Łukaszyk
  Krzysztof Krogulec (Echo Dnia)

 

 

 

Kalendarz Imprez