Relacje
niedziela, 17 marzec 2019 09:51

Relacja z wycieczki: Pińczów - Grochowiska - Las Winiarski - Busko Zdrój (16.02.2019)

 Mamy połowę lutego Anno Domini 2019, a tu…

polami, polami, po miedzach, po miedzach,
po błocku skisłym w mgłę i wiatr
nie za szybko, kroki drobiąc
idzie wiosna, idzie nam…


Komu zbrzydła zima, powinien był wybrać się z nami na sobotnią wędrówkę do Krainy Wojtka Bellona. My mieliśmy na włóczędze wiosnę w sercach, w pogodzie i w przyrodzie! W pełnym słońcu i w doskonałych nastrojach przemierzaliśmy Ponidzie pod wodzą Janka Wiórka - komandora rajdu i nowego Prezesa Klubu Turystów Pieszych „Przygoda” w jednej osobie. Janek nie potrzebował zbyt wiele czasu na „rozruch” - świetnie odnalazł się w swojej roli, oddając się pracy dla klubu z ogromnym zapałem, sercem i głową pełną pomysłów.

Wędrówkę rozpoczęliśmy w Pińczowie położonym nad meandrami rzeki Nidy. Przekazy mówią, że jeszcze w średniowieczu został tu wzniesiony niewielki gród dla bezpieczeństwa górników pracujących w pobliskich kamieniołomach. Został on jednak spalony, najprawdopodobniej przez Tatarów. W jego miejsce stanęła w XV wieku najokazalsza rezydencja możnowładcza w Małopolsce, którą budowano za niebotyczne sumy przez 30 lat, gdyż miała świetnością dorównywać… Wawelowi!
Dziś z zamku niewiele się uchowało, ale tym razem nie jest to sprawką obcych najeźdźców, lecz… decyzji Elżbiety Wielopolskkiej, która wydała polecenie rozbiórki niszczejącej rezydencji. Ludzie gadali, że margrabina liczyła na znalezienie skarbu ukrytego przez króla szwedzkiego Karola XII w murach budowli. Obecnie zamek można oglądać jedynie na makiecie.

Pierwszym punktem naszej wyprawy było wdrapanie się na Wzgórze Św. Anny.

06b


Na tym naturalnym wzniesieniu w 1600 roku wybudowano pierwszą w Polsce wolnostojącą kaplicę kopułową na planie kwadratu, przeznaczoną wyłącznie dla celów sakralnych. Jest ona dziełem wybitnego włoskiego architekta i rzeźbiarza Santi Gucciego. Do budowy użyto ciosów białego kamienia, zwanych „pińczakami”. Wokół kaplicy widoczne są ślady fortyfikacji bastionowych, z których artyleria broniła drogi dojazdowej do miasta. Dziś jest to świetny punkt widokowy i miejsce, gdzie bardzo chętnie fotografują się turyści.

Po opuszczeniu Pińczowa wędrowaliśmy „po tych polach, lichych lasach, pstrych łozinach”, które tak pięknie opisywał w swoich piosenkach piewca tych stron, Wojtek Bellon. Z optymizmem obserwowaliśmy, jak „Ponidzie leniwie pręży się jak do słońca kot”, zachwycaliśmy się widokiem maleńkich zielonych pączków na gałązkach czy leszczynowych bazi zwiastujących rychłe nadejście wiosny.

65b


Podczas naszej wędrówki było bardzo wesoło, ale chwilami także refleksyjnie, gdy napotkaliśmy kamień ustawiony na pamiątkę bitwy pod Grochowiskami czy dwie zbiorowe mogiły poległych 13 marca 1883 roku - jedna przed Grochowiskami, a druga w samej wsi.

25b


To tu rozegrała się jedna z najkrwawszych potyczek Powstania Styczniowego. Między oddziałami generała Mariana Langiewicza a przeważającymi siłami rosyjskimi wywiązała się bezładna bitwa , gdyż obie strony nie miały ze sobą łączności. Chaos i ostrzał z sześciu armat wroga spowodował popłoch. Najpierw z placu boju uszedł ze swoją jazdą generał Józef Czapski, później, po krwawych walkach, Dionizy Czachowski zdecydował się na przemarsz do Stopnicy. Placu boju nie opuścili jedynie kosynierzy, a także dowodzeni przez Francuza Françoisa de Rochebrune’a żuawi śmierci. Tylko oni nie uciekli na widok Rosjan - kosynierów zagrzał do boju francuski generał, a żuawi - bo przysięgali przecież, że nigdy się nie cofną ani nie poddadzą. Ich dewiza brzmiała: zwyciężyć albo zginąć. Po całym dniu zaciekłych zmagań Rosjanie wycofali się. Czyn kosynierów i żuawów przeszedł do historii jako przykład wielkiego patriotyzmu, odwagi i niezłomności w bitwie. W hołdzie bohaterom na obu powstańczych mogiłach zapłonęły znicze, które Janek dźwigał w swoim plecaku przez wiele kilometrów.

Po krótkim odpoczynku w Grochowiskach została nam jeszcze jedna atrakcja - „krocząca sosna” w Wełeczu. Zmierzając do niej minęliśmy rzeźbiarską osobliwość, a mianowicie ustawione na jednym cokole i jakby zlepione plecami figury św. Jana Nepomucena oraz św. Mikołaja i niemal po chwili podziwialiśmy już osobliwość przyrodniczą - drzewo, które ma odsłonięte korzenie na wysokości ok. 3 m i przypomina olbrzymiego stwora kroczącego przez las na długich, pokracznych odnóżach.

55b


Wygląd sosny nie jest spowodowany żadnymi nadzwyczajnymi okolicznościami - to ludzie przez jakiś czas podbierali spod niej piasek potrzebny do budowy domów, aż odsłonili korzenie. Obecnie drzewo jest pomnikiem przyrody i podlega ścisłej ochronie.

Po obfotografowaniu się przy sośnie we wszystkich możliwych konfiguracjach pognaliśmy jeszcze szlakiem parę kilometrów i nie wiadomo kiedy znaleźliśmy się w Busku-Zdroju. Na powrotny bus poczekaliśmy sobie „trochę” w doskonałym humorze, który nie opuszczał nas do końca wyprawy. Do Kielc powróciliśmy bogatsi o wiedzę, którą dostarczył nam Janek, a ubożsi o przynajmniej jedną fałdkę na brzuszku.

Na zakończenie należy koniecznie dodać, że przez ponad 19 km wędrówki kolejny raz towarzyszyła nam Ola, która podlegała jakimś dziwnym prawom natury, gdyż zamiast padać z nóg, z każdym kilometrem nabierała coraz więcej energii, by ostatnie kilometry pokonać… biegiem albo w podskokach!

63b


Następnego dnia nasza mała powsinoga uczestniczyła w zimowym zdobywaniu Łysicy i z twardzielami z PTTK wdrapała się na sam szczyt!


To była bardzo sympatyczna, pełna różnorodnych wrażeń wędrówka. Dzięki, Janku, za jej zorganizowanie i poprowadzenie, ale brawa także dla Piotra Gareckiego, który dyskretnie dbał o bezpieczeństwo maruderów.


I… DO ZOBACZENIA ZNÓW!

 

Tekst: Jagoda Jóźwiak
Zdjęcia: Andrzej i Jagoda Jóźwiak


 

 

 

                                                 

 

Kalendarz Imprez